Rozdział 1

Anioł Zagłady

1 Obcięte skrzydła leżały obok na ziemi, powoli przyjmowałem do wiadomości, że nigdy już nie opuszczę tego padołu łez. Próbowałem stać się jedną z wielu istot zamieszkujących tę planetę, ale gdy myślałem, że mi się udało, gdy uwierzyłem, że jestem szczęśliwy straciłem wszystko, na co tak długo pracowałem. A wszystko przez przepowiednie, którą ludzie usłyszeli od umierającej wieszczki. Pojawi się między wami nagle osoba, która będzie taka jak wy, lecz w środku będzie on nosił zło, które ukryte kiedyś się objawi i zniszczy wasz świat. Wystrzegajcie się jego gniewu, bo będzie on straszliwy okrutny i zostawi po sobie zgliszcza waszego świata. Jestem David byłem jednym z nich. Mówię o Postaciach przypominających ludzi i nieróżniących się szczególnie od Ludzi prócz tego, że, posiadają skrzydła. Tak skrzydła z piór koloru białego, tak dobrze się domyślacie to o nas mówiono anioły.

Nikt nie potrafił mi wyjaśnić skąd się wziąłem. Przygarnął mnie Pomastez jeden z największych i najsilniejszych arcykapłanów „Angelsów” tak siebie sami nazywali. Była to jedyna osoba, która chciała i podjęła się mnie wychować.  Był on zupełnie inny niż reszta angelsów bardziej wyrozumiały bardziej można powiedzieć ludzki. Nie wiem, dlaczego taki był, ale to jest chyba jedyna rzecz, która w mojej młodości była dla mnie dobra. Ale należy się wam wyjaśnienie, co oznacza arcykapłan angelsów. Jest to grupa wysoko postawionych kapłanów, którzy podejmują decyzję w głosowaniach. Przede wszystkim na takich zebraniach zajmowali się zapobieganiu spotkań ludzi z Angelsami. Zdarzało się, bowiem że człowiek spotkał lub widział Angelsa. Wtedy musiał śledzić człowieka z wysokości (Angelsy mają sokoli wzrok) i gdy zastał go samego musiał zastosować hipnozę, aby to spotkanie wymazać z pamięci. Domyślacie się zapewne, kiedy odbyło się pierwsze zgromadzenie arcykapłanów. Chrześcijanie na pewno wiedzą gdzie pierwszy raz wystąpiła wzmianka o Aniołach. Angelsy specjalizują się w walce bronią sieczną, którą się biegle posługują zawsze bogato zdobione. Wytapiane ze specjalnych składników przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Pomastez był jednym z nie wielu angelsów, którzy je znali. Był też najlepszym szermierzem, jakiego znałem a znałem ich wielu, jako podopieczny Pomasteza z wieloma miałem okazje się zmierzyć na treningu. Szkolił mnie pilnie uczył i przekazywał swoją wiedze. Starałem się z całych sił przykładałem się do nauki, bo chciałem być taki jak Pomastez, lecz nie było mi to dane. Choćby ze względu na posturę. Pomastez był prawie dwu metrowym Angelsem walczącym dwuręcznym mieczem własnej produkcji. A ja byłem chłopakiem niskim jak na swój wiek o krótszym zasięgu ramion. Więc, mimo iż bardzo się starałem to w pojedynkach w szkółce walk 1/1 za zwyczaj nie miałem szans. Po jednej z kolejnych przegranych walk, kiedy jak to często bywało przeciwnik wykorzystał mój krótszy zasięg rąk wróciłem załamany do domu. Pomastez zawsze potrafił wyczuć, że coś ze mną nie tak, gdy usiadłem zasępiony na kanapie i próbowałem przeanalizować gdzie popełniłem błąd. Poczułem dłoń na ramieniu. Obróciłem się Pomastez stał z lekkim uśmiechem powiedział, co się stało mały? Siadając obok mnie. Streściłem mu mój pojedynek wysłuchawszy, co mam do powiedzenia zamyślił się. Niespodziewanie szybkim ruchem wyrzucił pomarańcz w powietrze, którą sekundę temu miał w kieszeni. Mimo iż byłem zaskoczony tym, co zrobił złapałem ją zanim zdążyła się dobrze wznieść w powietrze. Pomastez uśmiechnął się w moją stronę i powiedział. Myślałeś kiedyś nad zmianą stylu walki? Nie odpowiedziałem zastanawiając się chwilę. Dlaczego zagadnął mnie jak by od niechcenia? Zanim mu odpowiedziałem dobierałem przez chwilkę słowa zastanawiając się jak mu to powiedzieć. Nie mogąc znaleźć odpowiednich słów wypaliłem. Chciałem dorównać tobie być taki jak ty. Jesteś moim wzorem, lecz jednak nie jestem wystarczająco dobry. I wtedy Pomastez wybuchnął gromkim śmiechem, co zbiło mnie zupełnie z tropu. Mój mały, powiedział nikt nie oczekuje od ciebie, że będziesz taki jak ja robiąc coś na siłę nigdy nie osiągniesz tego, co chcesz. Jesteś niezwykle szybki i to jest twój atut i jego musimy wykorzystać. Moja propozycja jest następująca pójdziemy teraz na salę treningową pokażę ci różnicę między mieczami dwu i jedno ręcznymi a później, jeśli zechcesz razem wykujemy dla ciebie nowy miecz nie dwuręczny, lecz jednoręczny obusieczny dzięki niemu będziesz mógł wykorzystać swoją niezwykła nawet jak na Angelsa szybkość. Z początku nie podobał mi się ten pomysł pomyślałem, że zawiodłem Pomastez, lecz widząc jak się cieszy stwierdziłem, że nie powiedział mi tego żeby nie robić przykrości tylko to było najlepsze rozwiązanie. Pracowaliśmy ciężko przez kilka godzin ćwicząc walkę ćwiczebnymi mieczami różnego rodzaju. Pomastez był także równie świetnym szermierzem, gdy walczył mieczem jednoręcznym. Opowiedział mi o różnicy między tymi ostrzami. W trakcie walki jak się zachować, gdy ma się miecz dwuręczny a jak gdy jednoręczny. Na początek walczyliśmy mieczami dwuręcznymi. Pomastez mógł robić, co chciał starałem się jak nigdy, lecz nie widziałem nawet kropli wysiłku na skroni Pomastez. Gdy zakończyliśmy nasz pojedynek pochwalił mnie z uśmiechem na twarzy i powiedział, że walczę bardzo dobrze jak na swój wiek. Fakt, gdy walczyłem w szkółce walk walczyłem zawsze z osobami 2-3 lata starszymi dziwiło mnie to, ale nigdy nie narzekałem. Później jak się okazało chodziło tu o moje pochodzenie a raczej o brak informacji na ten temat, ale o tym troszkę później. Prawdziwa radość dla mnie zaczęła się, gdy Pomastez podał mi miecz jednoręczny. Poczułem dziwną pewność siebie, swobodę. Pomastez zachęcił do ataku wykonałem kilka próbnych ciosów okazało się, że miecz słucha mnie tak jak bym już trenował nim kilka lat. Uderzyłem ponownie na Pomasteza zacząłem wirować piruety robiąc to instynktownie i nagle było widać, że Pomastez nie jest wstanie teraz już tak swobodnie poruszać i parować. Zmiana powiedział Pomastez teraz lewa ręką. Lewą rękę miałem podobnie rozwiniętą jak prawą, więc nie czułem jakiegoś wielkiego dyskomfortu. Plusem użycia miecza jednoręcznego jest możliwość walki dwoma mieczami na raz, co daje wielką przewagę. Jeżeli lewa ręka jest dobrze wyćwiczona. Widzę, że u ciebie nie ma z tym problemu. Czułem się wspaniale i swobodnie, lecz nadal czegoś mi brakowało. Zmęczony starciem usiadłem na ziemi a obok mnie Pomastez. I jak było zapytał? Rewelacyjnie na prawdę tylko, że nadal czegoś mi brakuje jest o niebo lepiej, ale hm… sam nie wiem. Na pewno znajdziesz to, czego chcesz, jeśli wsłuchasz się w głos twojego serca powiedział. Daj mi znać jak będziesz chciał wykuć własny miecz z chęcią ci pomogę. Dzięki rzuciłem, gdy odchodził by zająć się wieloma sprawami, jakie go jeszcze czekały. Genialny facet miał tyle na głowie, lecz zawsze był, kiedy go potrzebowałem i wiedział też, kiedy zostawić mnie samego. Przyjrzałem się mojemu mieczowi treningowemu. Był to prosty miecz bez żadnych zdobień, lecz wykonany był z Angelowego tworzywa tak, więc nie było widać śladów zużycia. Chwyciłem go w dłoń i zacząłem uderzać w specjalnie przygotowanego do tego manekina. Po kilku uderzeniach do głowy mi przyszedł projekt nowego ostrza. Odłożyłem natychmiast miecz na stojak i pobiegłem do swojego pokoju. Rysowałem szkic około 30 min i był gotowy taki, jakiego widziałem w myślach. Byłem dumny Ostrze miało kształt półksiężyca tak jak kształt gryfu łuku. Po środku łuku była rękojeść osłonięta metalową płytką oczywiście były dwa ostrza na prawą i lewą rękę. Postanowiłem, że ostrza będą koloru zielonego rękojeść będzie przedstawiała twarz wilkołaka. Czekając na powrót Pomastez nie mogłem się na niczym skupić. Stwierdziłem, że najlepiej będzie pójść i przygotować minerały do obróbki. Pomastez długo nie wracał, więc zacząłem wstępne składniki przetapiać. Szło mi znakomicie wiec nie poprzestałem i wykonywałem pracę powoli i pieczołowicie jak mnie uczył Pomastez. Moja praca była bardzo pracochłonna, lecz im dłużej ją wykonywałem tym coraz bardziej przypominała kształt, który chciałem osiągnąć i coraz bardziej byłem z siebie zadowolony. Skończyłem obydwa ostrza byłem wykończony, lecz tak zadowolony z siebie jak nigdy. Mimo iż byłem potwornie wykończony nie marzyłem zrobić nic innego jak iść i przetestować moją broń na manekinie. I tak zrobiłem to nic w porównaniu do walki z prawdziwym przeciwnikiem, ale już po kilku pierwszych ciosach wiedziałem, że te ostrza to przedłużenie moich rąk. Piruety wraz z ciosami połączone z wyskokiem atak z lotu wszystko wychodziło mi niesamowicie szybko i sprawnie. Wiedziałem, że będą to ostrza, z którymi się nie będę rozstawał. Stwierdziłem skoro mi wyszły tak wspaniałe ostrza to może czas i zrobić własny łuk. Ale zostawiłem to na później. Położyłem się spać zmęczenie szybko dało o sobie znać i usnąłem niemal natychmiast po przyłożeniu głowy do poduszką. Obudził mnie huk do domu wpadł Pomastez wołając wstawaj młody. Byłem momentalnie na nogach Pomastez dzierżył w dłoniach swój miecz. Co się stało spytałem? Nie wiem, ale napadło mnie kilku uzbrojonych zamaskowanych wojowników masz jakąś broń spytał? Z zadowoleniem wyciągnąłem moje ostrza zobaczyłem tylko błysk zadowolenia i zaskoczenia w oczach Pomasteza i wtedy się zaczęło. Przez okno i przez główne drzwi wpadło razem siedmiu wojowników. Ubrani byli na granatowo na koszulach mieli narysowany znak salamandry i mieli zasłonięte twarze. Sześciu poleciało w kierunku Pomastez jeden do mnie z początku byłem przerażony, lecz po chwili wpadłem w furie zostałem kompletnie zlekceważony. Skupiłem się na moim przeciwniku był ode mnie wyższy i posiadał dwuręczny miecz. Wyraźnie widziałem jak przyglądał się z zaciekawieniem moim ostrzom uśmiechnąłem się w duszy i pomyślałem chrzest bojowy dla moich ostrzy. Były moimi skarbami obrońcami zacząłem mój taniec przeciwnik zagadkowo badał moje ruchy okrążałem go czekając na jego ruch. Zadał cios od góry kompletnie mnie lekceważąc postanowiłem, że już nie długo nikt nie odważy się tego zrobić. Praktycznie jednym ruchem rozpłatałem mu brzuch. Lewym ostrzem zablokowałem jego cios a Prawym wykonując obrót zadałem cios. Już mnie więcej nie zlekceważy pomyślałem nie będzie miał okazji. Poleciałem na pomoc Pomastezowi wpadłem pomiędzy walczących obracając się wokół własnej osi i tnąc ostrzami.  Pomastez zdążył unieszkodliwić czterech wojowników, lecz był lekko ranny w rękę. Jeden z wojowników zakatował mnie a drugi dalej walczył z Pomastezem. Kontem oka zauważyłem, że jego szata jest inna bogato zdobiona musiał być to dowódca. Ale nie miałem czasu się przyglądać, bo mój przeciwnik zaatakował widać było już więcej respektu do moich umiejętności i ostrzy. Uśmiechnąłem się i pomyślałem nie spodziewałeś się, że pokonam twojego kolegę, co. Widać było też większe umiejętności, ale moje ostrza bez większego problemu blokowały jego ciosy a za to on miał problemy z blokowaniem moich.  Zauważyłem, że nie zwraca uwagę na pracę nóg, więc gdy zadał kolejny cios podciąłem jego nogi wspomagając się skrzydłami. Wylądował z głuchym łoskotem na ziemie podciąłem mu gardło i ruszyłem na pomoc Pomastezowi. Widząc jak podążam w stronę Pomastez jego przeciwnik wykonał unik przed ciosem cofając się o trzy metry używając skrzydeł i powiedział to jeszcze nie koniec obrócił się i odleciał. Chciałem go gonić, ale Pomastez mnie powstrzymał. Gońmy go wołałem jest sam nam we dwójkę nie da rady. David zwrócił się do mnie, zawsze, gdy używał mojego imienia oznaczało, że to ważne. Jego sługi są wszędzie nie warto ryzykować zajmijmy się rannymi. Nie było rannych wszystkie ciosy były śmiertelne. Ciała angelsów 2 godziny po śmierci zazwyczaj znikają chyba, że ciało nie jest odnalezione wtedy pozostaje dłużej. Chyba zależy to od woli duszy, która jest dopiero wolna, gdy ciało zniknie. Te ciała nie potrzebowały się z nikim żegnać, bo zdecydowanie szybko zniknęły. Pomogłem Pomastezowi opatrzyć ranę jak wspominałem wcześniej było to raczej powierzchowna rana. Dopiero po walce pomyślałem, że zabiłem dwóch angelsów i jakoś nie poczułem się strasznie. Trochę przeraziło mnie to, z jaką łatwością podciąłem szyje drugiemu przeciwnikowi. Ale nie poruszyło mnie to, co zrobiłem tylko to, że było to dla mnie tak normalne jak zjedzenie śniadania. Pomastez długo milczał starałem się być cierpliwy, ale w końcu nie wytrzymałem. Zawsze byłem w gorącej wodzie kąpany. O co chodzi, kto to był? Nie wiem odpowiedział wiem tylko, że chodziło im o ciebie. O mnie, ale co ja im zrobiłem? Nawet ich nie znam. Tak, ale najwidoczniej oni ciebie znają i cos od ciebie chcą. I co teraz zrobimy spytałem? Nic nie zakatują ponownie w najbliższym czasie, ponieważ spodziewają się, że powiadomię radę o tym zdarzeniu i będą patrole przy naszym domu. Lecz na razie nie mam zamiaru nic radzie mówić. Muszę się nad tym sam spokojnie zastanowić. Widzę, że masz wspaniałe ostrza mogę zobaczyć. Podałem, Pomastezowi moje ostrza dokładnie obejrzał chwycił zważył w dłoniach. Oddał je z dużym szacunkiem i spytał. Skąd je masz? Sam wykułem odpowiedziałem. Sam, kiedy?  Myślałem trochę dziś po naszym treningu nagle przed oczami pojawił mi się obraz tych ostrzy. Wybrałem się, więc do mojego pokoju wykonałem projekt. Nie mogłem się na niczym skupić a ty nie wracałeś. Więc postanowiłem przygotować minerały nadal ciebie nie było, więc postępowałem jak mnie uczyłeś rozgrzewając odpowiednie metale i szło mi tak dobrze, że postanowiłem wykonać je sam. Doskonała robota powiedział nie widziałem jeszcze takich ostrzy ten zielony kolor budzi grozę. Cudowna robota, lecz powiedz skąd pomysł na taki kształt? Myślałem nad stylem mojej walki, gdy walczyłem dziś z tobą to wirowałem wykonując ciosy, lecz prosty miecz jest nie poręczny przy takiej walce. Więc pomyślałem jak by musiałyby wyglądać ostrza, aby móc zwiększyć moją skuteczność. Rzeczywiście chłopcze powiedział poklepując mnie po ramieniu masz przed sobą wielką karierę. Twoje pierwsze ostrza są doskonałe nie widziałem jeszcze chłopaka, który w wieku 17 lat wykuł własne tak doskonałe ostrza i potrafił z nimi wyczyniać takie rzeczy obserwowałem cię kontem oka. David jesteś niesamowitym przeciwnikiem, ale pamiętaj nie daj się ponieść furii szałowi zabijania. Zabiłeś dziś dwójkę angelsów jak się z tym czujesz? Normalnie nie jestem jakoś tym przejęty oni chcieli zabić nas to, czym miałbym się przejmować? Każda dusza zasługuje na to by żyć mój chłopcze każda zapamiętaj to. Nawet, jeżeli popełniła błąd. Dobrze dość tych kazań trzeba posprzątać ten burdel. Gdy dom był już posprzątany powiedział do mnie jeszcze. Mój mały kiedyś będziesz sławny ty i twoje ostrza również pamiętaj jednak, aby były one wykorzystywane tylko w dobrym celu. Aby ludzie prawi na widok ciebie i twoich ostrzy czuli się pewnie i dumnie, i z chęcią walczyli u twojego boku. A złoczyńcy na sam zielony kolor twoich ostrzy będą blednąć i drżeć ze strachu. Dobranoc jutro jeszcze porozmawiamy. Cała noc była już spokojna mimo to byłem w każdej chwili gotowy by wyskoczyć z łóżka i zadać cios. Gdy obudziłem się rano nie miałem ochoty iść do szkoły, ale Pomastez powiedział David masz chodzić tak długo jak możesz przyda ci się to. Gdyby nie to nie poznałbym ich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz